Menu Zamknij

Subiektywnie o: BMW i3 (2016) – pierwsze wrażenia

BMW i3 z 2016 roku – czy ma sens kupno elektryka z dziewięcioletnią historią? Przez kilka dni jeździłem tym autem pożyczonym od znajomego i mam sporo przemyśleń. Sprawdzam, ile kosztuje ładowanie z taryf dynamicznych i fotowoltaiki, co mnie zachwyca, a co drażni w tym samochodzie.

Transkrypcja

Dzień dobry, dzień dobry.

Wiecie co? Powiem wam, że jeżdżę tym elektrykiem już parę dni i straszne gówno te elektryki. Zobaczcie, co się stało. Tu jest złamane. To jest jakiś dramat z tymi elektrykami. Nie wiem, ja chyba muszę się pozbyć tego auta. Nie wiem, czy to ma sens pchać się w te elektryki, jak to się tak psuje. Pewnie się spali za chwilę.

No dobra, to co, jeszcze raz.

Tak, na wstępie dziękuję Piotrowi za udostępnienie samochodu. Samochód udostępnił do testów na parę dni. Podejrzewam, że może być czasem jeszcze jedna przyczyna, o której wam zaraz powiem, ale mam okazję jeździć już parę dni tą BMW i kilka przemyśleń mam.

Bo jeździłem nie tylko tym samochodem. Miałem okazję też pojeździć Teslą Y. Miałem okazję też pojeździć Porsche Taycanem, z elektryków Hyundaiem Insterem. Nie wiem, w którą stronę z tymi wszystkimi myślami pójść, no bo można by było każdy samochód oceniać, ale ja tu nie prowadzę kanału motoryzacyjnego, tylko opowiadam o magazynach energii więcej i w tym kontekście będę się starał o samochodach, nie o samym magazynowaniu energii, ale o jej magazynowaniu i wykorzystaniu do jeżdżenia.

A przy okazji powiem, co mi się podoba, a co mi się nie podoba w tych samochodach elektrycznych dzisiaj.

Dzisiaj zacznę od BMW. No na pewno będzie tu dużo przemyśleń, również przez pryzmat tych samochodów, którymi miałem okazję jeździć. Mam nadzieję, że się uda jeszcze zdobyć kilka innych do testów, tak żebym mógł się coś więcej wypowiedzieć na ten temat.

No a tutaj tak przy okazji ciekawostkę chciałem wam zaprezentować. Tak się skończyło ładowanie. No, ładowanie wysokimi prądami, więc ciężko być zaskoczonym. Zawsze właśnie trzeba kontrolować. Najlepsza jest do tego kamera termowizyjna, żeby sprawdzać, co się dzieje ze stykami. A ja już wam pokazuję, co się stało z gniazdem.

No a gniazdo mam tu. Na razie jechałem na takim przedłużaczu. Jako że to nie jest samochód, który mam non stop, to po prostu na przedłużaczu leciało. Przewód taki dosyć solidny, bo to jest uczciwe 2,5 mm². No ale niestety prawdopodobnie samo gniazdo syfu nazbierało.

Pomimo tego, że te zaciski w środku są solidne, dobrze to poskręcałem i tak dalej, prawdopodobnie zanieczyszczenie, które się pojawiło na tych stykach, spowodowało takie cuda.

No to może w takim razie kilka słów na temat samochodu. Jakie jest BMW, każdy widzi. Jest to i3 z 16 roku, więc ma już 9 lat. Jest to wersja 92 amperogodziny, ale bez Rexa, czyli bez Range Extendera. Czyli ma tu samą baterię, nie ma żadnego silnika spalinowego w środku. Jeździ na pełnych zielonych blachach. Tutaj jest tylko i wyłącznie sam silnik elektryczny.

Samochód w wersji chyba tej najbogatszej – ma praktycznie wszystko, co można było tam wtedy domówić. A aktualny właściciel korzysta z niego już od kilku lat.

Ten samochód w tej chwili już nie przejedzie tego, co mógł przejechać, gdy był nowy. Natomiast dalej jest w stanie całkiem sporo przejechać. Tu jest dużo tematów do opowiedzenia, bo jeżeli ktoś nie jeździł elektrykiem, to ciężko to zrozumieć, dopóki się faktycznie samemu nie pojeździ co nieco. Bo dopiero wtedy można to poczuć, to zrozumieć, gdy do naszych codziennych zachowań, to w jaki sposób my się poruszamy, czy dany samochód będzie się sprawdzał, czy nie będzie się sprawdzał.

Samochody spalinowe mają możliwość po prostu zatankowania się w ciągu kilku minut i przejechania na pełnym zbiorniku od 300 km. Miałem okazję jeździć kiedyś dieslem z silnikiem 1.6, Fiatem Bravą, który na pełnym zbiorniku bez problemu był w stanie przejechać 1400 km. Skąd wiem? Bo jechałem kiedyś z Rzeszowa do Koszalina, trasa właśnie 700 km, i pół zbiornika wystarczyło.

Ten elektryk jest w stanie na pełnej baterii zrobić około 160–170 km, może 180 km. Jak ktoś ma ciężką nogę, czy to jest mało? Nie wiem. Natomiast mi wystarcza. Na chwilę obecną stwierdzam, że taki samochód do większości tras jest wystarczający.

Ja w tej chwili go ładuję z gniazdka, korzystam z taryf dynamicznych. Mogę też ładować z fotowoltaiki, jak słoneczko świeci. Średnie zużycie mam około 14–15 kWh na 100 km.

Nawet gdyby korzystać z taryfy standardowej, to mamy około 1,10 zł razy 15 – wychodzi niecałe 20 zł za przejechanie 100 km. Mam też samochód zagazowany, który pali jednak więcej, bo wychodzi około 30 zł na 100 km. Więc nawet nie mając fotowoltaiki, można jeździć taniej takim małym czymś.

Oczywiście jeżeli pojedziemy na stację publiczną, to możemy zobaczyć stawkę na przykład 3,20 za kWh. W takim wypadku wyjdzie 45 zł, czyli drożej. Ale nie po to kupujemy samochód elektryczny, żeby jeździć na drogie ładowanie – raczej korzystamy z własnych ładowarek w domu, czy ładując ze słoneczka lub z magazynu energii. Może się okazać, że będziemy mieli ładowanie za darmo.

Dzisiaj przykładowo cena za kWh to jest 25 groszy. Więc 25 groszy razy 15 kWh wychodzi 3,75 zł. Czyli korzystając z pstryczka, mogę 100 km przejechać za 3,75 zł. No to chyba dobra stawka.

Gdyby to była Tesla, to mamy około 18 kWh na 100 km. Gdyby to był Mercedes czy Porsche Taycan, to będziemy mieli 25 kWh. No, dalej wychodzi tanio.

No i teraz dla kogo będzie taki samochód elektryczny dobry? To zależy. Nie dorobiłem się jeszcze swojego, natomiast taki jest plan, żeby mieć swój samochód elektryczny.

Ponieważ pracuję w większości z domu, czasem jeżdżę do biura kilkanaście, kilkadziesiąt małych kilometrów i raz na jakiś czas mam ochotę wyskoczyć do rodziców, do znajomych – ten samochód jest dla mnie świetny. Przynajmniej jeżeli chodzi o takie trasy.

Jeżeli chodzi o trasę nad morze, nie wiem, czy miałbym ochotę jechać tym samochodem razem z dziećmi i zatrzymywać się co sto kilkadziesiąt kilometrów, jadąc do Koszalina 700 kilometrów, i tak spędzać 30 minut na stacji ładowania. Natomiast co do takiego jeżdżenia jako drugi samochód, czy jako pierwszy samochód gdy nie jeździmy zbyt często i mamy możliwość taniego ładowania – rewelacja.

Odnośnie samego samochodu – to jest dziwny samochód. Dziwnie się nim jeździ z kilku przyczyn. Choćby nawet wsadzanie dzieci do auta. Dopóki drzwi z przodu nie są otwarte, to do tyłu nie wsiądę. Natomiast przy małych dzieciach jak najbardziej to się może sprawdzać.

Drugą dziwną rzeczą to są oponki – 155/70/19, dosyć wąskie. Podejrzewam, że właśnie dlatego to ma takie niskie zużycie energii. Ponieważ napęd jest z tyłu i bateria jest dosyć mocno z tyłu umieszczona, przy mokrej nawierzchni lekko gubi trakcję. Natomiast dzięki możliwości dużego skrętu kół, zawraca się nim jak rowerem. Do miasta rewelacja.

Jako że ma też kamerę z tyłu, bardzo dobrze się tym cofa. Ja niestety nie zdecyduję się na ten samochód – ze względu na bagażnik. Pies husky tu nie wlezie. A husky razem z kotem już na pewno nie. Jeśli ktoś nie ma do przewożenia psów – wystarczający bagażnik, typowy segment B plus.

Jeśli ktoś z was miałby ochotę zakupić dokładnie ten samochód, to zapraszam do kontaktu. Z tego co kojarzę, cena wywoławcza będzie w okolicach 60 000 zł. Samochód jest w pełni sprawny. Poza tym raczej nie widziałem tam jakichś problemów związanych z tym autem.

Co mi się podoba w tym aucie? Przede wszystkim 2016 rok. Dzięki temu nie ma tych wszystkich natarczywych asystentów, którzy prześladują nas w nowych samochodach. Asystent pasa ruchu, asystent skupienia na drodze, asystent zmęczenia – non stop. W tym samochodzie tego po prostu nie ma.

To jest też minus Tesli według mnie. Ona wyłączy ci autopilota za karę za to, że nie patrzysz na drogę. Masz autopilota, za którego zapłaciłeś, ale go nie masz, bo masz karę. To jest przeokrutnie wkurzające. Tesla ma wiele plusów, ale to jest jedna z tych rzeczy, która mnie bardzo denerwuje.

Tutaj mamy tylko i wyłącznie tempomat aktywny i tyle. Poza tym bardzo poprawny samochód do jeżdżenia. Drewno, skóra – przyjemnie się tego dotyka, przyjemnie się z tego korzysta podczas jazdy. Sprawia to przyjemność.

Samochód dzięki karbonowej konstrukcji jest dosyć lekki – około 1300 kg. Mocy ma 170 koni, więc zbiera się naprawdę dobrze, naprawdę przyjemnie. Do takiego jeżdżenia sobie, jak tu się mówi, wkoło komina – fajne auto. Bardzo fajne auto.

Co mi się nie podoba? Brak możliwości sprawdzenia z poziomu samochodu, z jaką mocą w danej chwili się ładuje. Jedynie mogę się posiłkować informacjami z aplikacji albo bezpośrednio z ładowarki.

Po zakończeniu ładowania odblokowanie portu ładowania odbywa się poprzez naciśnięcie przycisku otworzenia samochodu. Wolałbym mieć przycisk bezpośrednio w samochodzie, który pozwoli mi się po prostu odłączyć od ładowarki. No niestety, nie ma czegoś takiego.

A dlaczego z tymi elektrykami tak wygodnie, pomimo zasięgu tylko sto kilkadziesiąt kilometrów? Bo jeżeli robimy typowy dzień – praca, zakupy, dzieci – to kilkadziesiąt kilometrów. Przyjeżdżamy do domu, wpinamy kabelek i samochód ładuje się przez noc. Rano znowu mamy pełny zasięg.

Mam ustawioną taryfę: ładowanie od 23:00. Wtedy prąd jest zdecydowanie tańszy. I on w tej chwili jest wpięty, jeszcze się nie ładuje, natomiast o godzinie 23:00 zacznie się ładować, a naładuje się do pełna. I będę miał wtedy te około 170–180 km zasięgu.

Która spalina tak potrafi codziennie pod domem się sama ładować? I to jeszcze wtedy, kiedy ropa jest tańsza.

🎬 Oglądaj na YouTube: https://www.youtube.com/watch?v=0-YWXTl19j4
📺 Subskrybuj: https://www.youtube.com/@NieCodziennyMajsterkuje

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *