W nocy z 25 na 26 września, kilka minut po pierwszej, nagrałem na zegarek krótką notatkę. Chciałem zrobić coś w rodzaju storyboardu do „Bożych bojowników” (Trylogia husycka, tom drugi). Włączam słuchowisko, a na ekranie lecą kolejne obrazy, jak w filmie, tylko rysowanym.
Następnej nocy usiadłem do tego z Claude’em. Kilka godzin później miałem 95 kadrów w siedmiu scenach i plik komiksu, który przeglądam w czytniku. Poniżej opisuję, jak do tego doszło, bez wchodzenia w każdy szczegół.
Najpierw rzecz dla mnie ważna. Trylogia husycka Andrzeja Sapkowskiego to jedna z moich ulubionych książek. Ten wpis i te obrazy to hołd dla niej i szkic pomysłu, a nie produkt. O prawach piszę na końcu.
Najpierw książka, potem obraz
Pierwsza zasada: wygląd postaci bierze się z tekstu. Narzędzie przeszukiwało trzy tomy i zbierało każde zdanie o twarzy, stroju czy koniu, z numerem rozdziału. Szarlej ma w „Narrenturm” całkiem dokładny portret: garbaty nos ze śladem dawnego złamania, blizna na podbródku, oczy zielone jak butelkowe szkło. Reynevan prawie żadnego.
Mam przy tym własne wyobrażenie tych bohaterów, a autor ma swoje. Kiedy zebrałem już wszystko, co książka mówi o danej postaci, i czegoś brakowało, dokładałem to, co sam widziałem oczami wyobraźni. Szarlej ma więc garbaty nos i bliznę na podbródku dokładnie tak, jak opisał go Sapkowski, a resztę twarzy i spojrzenie takie, jakie widziałem, czytając. Zgodny z tekstem i jednocześnie mój. Każdą taką decyzję zapisuję osobno, żeby było wiadomo, co pochodzi z książki, a co ode mnie.
Każda postać dostaje kartę z opisem z całej trylogii, od pierwszego do ostatniego pojawienia się, i portret wzorcowy. Ten portret idzie do generatora z każdym kadrem, w którym postać występuje. Bez tego twarze pływają. Przekonałem się o tym w prologu. Dziad, który w karczmie w Miliczu opowiada całą historię, dostał twarz Szarleja, bo model podejrzał ją z obrazka, który miał mu podpowiedzieć tylko styl. W książce to na pewno nie Szarlej, więc dziad dostał własny opis i własny portret.

Tak samo z herbami. W „Bożych bojownikach” zdejmują Reynevanowi worek z głowy w Szklarskiej Porębie i po proporcu od razu wie, czyim jest jeńcem: złote pole, czerwony róg jeleni, znak Bibersteinów. Schaffowie z Chojnika mają tarczę w pionowe pasy, srebrne i czerwone. Na obrazie musi się to zgadzać, inaczej scena nie działa.


Pilnuję też, w co kto jest ubrany w danej chwili. Po tym, jak łowcy ludzi zabierają Reynevanowi kożuszek, czapkę, pas i sztylet, przez kilka scen chodzi w samym kubraku. Płaszcz z futrzanym kołnierzem dostaje dopiero od ludzi Bibersteina. Drobiazg, ale na obrazach od razu widać, kiedy coś się rozjedzie.
Szukanie kreski
Pierwsze obrazy mi się nie podobały. Wyszły ładne i dopracowane, trochę jak okładka gry. Za dużo szczegółów, a ja chciałem czegoś, co wygląda jak szkic reżysera przed zdjęciami.

Potem był węgiel, czarno-biały. Klimat się zgadzał, ale całość wyszła ciężka. Dołożyłem wodę i lekkie podkolorowanie kredką akwarelową, co wciąż było za precyzyjne. Zostałem przy wersji, w której twarze i stroje są tylko zasugerowane kilkoma kreskami, a resztę dopowiada głowa. Przy słuchowisku to działa lepiej, bo obraz nie zagłusza aktorów.



Kamera, mapa i kalendarz
Każdy kadr ma też opis planu i światła: zbliżenie, plan ogólny, żabia perspektywa, zachód słońca albo księżyc w okienku między chmurami. Tekst do dymków narzędzie bierze prosto z książki, po kilka słów, żeby nie przepisywać powieści.
Przy zmianie miejsca kamera odjeżdża do mapy. Mapy rysuje skrypt z prawdziwych położeń z OpenStreetMap, a model tylko przerysowuje je ręczną kreską. Trasy i daty sprawdzam w geoportalu trylogii husyckiej, który Aleksandra Ryba przygotowała w 2018 roku na Uniwersytecie Jagiellońskim. Dzięki niemu wiem, że ucieczka z zamku Troski to noc z 3 na 4 listopada 1427 roku, a w Szklarskiej Porębie Reynevan ląduje w czwartek, 6 listopada. Zgadza się to zresztą z książką, w której pada „cztery dni po Zaduszkach”.



Kilka kadrów z różnych miejsc trylogii
Tak to wygląda w komiksie. Sześć kadrów z różnych miejsc trylogii, od prologu „Narrenturma” po „Bożych bojowników”. Pod każdym przypominam krótko, co w tym miejscu dzieje się w książce.






Ile to kosztowało
Mniej niż kawa na mieście. Przez całą zabawę powstało 158 obrazów, razem z próbami stylu, portretami wzorcowymi i odrzutami. Według cennika OpenAI dla modeli gpt-image wychodzi to około 1,93 dolara, czyli trochę ponad centa za obraz. Policzyłem to z tokenów, które API zwraca przy każdym obrazie. Faktyczny rachunek przychodzi z Azure.
Zaskoczyło mnie, na co idą te pieniądze. Mniej więcej połowę, około dolara, kosztowały obrazy wzorcowe, które dołączam do każdego kadru, żeby twarze się nie rozjeżdżały. Same nowe obrazy to niecałe pół dolara, tekst promptów drugie tyle. Szkic powstaje w 20 do 30 sekund, w rozdzielczości 1088 na 608 pikseli i niskiej jakości. Wersje finalne, w 1536 na 864 i wysokiej jakości, będą droższe, ale zrobię je tylko dla kadrów, które się obronią.
Co dalej
Na razie mam szkice prologu i kilku rozdziałów „Narrenturm” oraz ucieczkę z Trosk z „Bożych bojowników”.
Następny krok to zgranie obrazów ze słuchowiskiem Fonopolis i superNOWEJ: znaczniki czasu z nagrania, do nich kadry i przejścia. Wtedy z tego zrobi się wideo, które puszcza się razem z dźwiękiem. Czy dojdę tak daleko, zobaczymy. Podoba mi się już to, że jedna nocna notatka z zegarka w kilka godzin zamieniła się w pierwsze strony komiksu.
Prawa autorskie
Trylogia husycka, jej postacie i fabuła należą do Andrzeja Sapkowskiego, a wydania do jego wydawców. Słuchowisko należy do jego twórców i producentów. Nie roszczę sobie do nich żadnych praw. Obrazy w tym wpisie wygenerował na moje zlecenie model sztucznej inteligencji (gpt-image w Azure AI Foundry). To prywatny, niekomercyjny szkic koncepcji i hołd dla książki, którą bardzo lubię. Krótkie fragmenty w dymkach to cytaty z powieści, pokazane tylko po to, żeby było widać, jak działa pomysł. Mapy powstały z danych © autorzy OpenStreetMap (licencja ODbL). Jeśli właściciel praw ma zastrzeżenia, proszę o kontakt. Usunę obrazy od razu.